Galeria Najstarszych Polaków ur. w 1910

Taki toast zaśpiewano pani Apolonii Keczmerskiej z Ożumiecha, która 27 listopada obchodziła stulecie swoich urodzin. Adam Bacławski, wójt Krzynowłogi Małej z delegacją KRUS-u, 26 listopada złożyli gratulacje solenizantce. Były kwiaty, tort, szampan i… wspomnienia.

 

– Było nas 8 Cichowianek /Cichowo – miejsce urodzin p. Apolonii – red./ i żadna zabawa bez nas się nie odbyła – wspomina z uśmiechem pani Apolonia. Solenizantka gościła delegację 
w Ożumiechu, gdzie mieszka razem z córką Danutą Ulatowską, wnukiem Tomaszem 
i prawnukiem Wojtusiem. Pani Apolonia ma znakomitą pamięć i wspomina przeszłe lata 
i rodzinę. – Przeżyłam dwie wojny, mam 18 wnucząt i 18 prawnucząt, najmłodszy Rafałek ma dopiero dwa miesiące, a może w styczniu będzie pra-prawnuk od najstarszej prawnuczki Joasi, a siostra Bronia, rocznik ’19, mieszka w Warszawie – wspomina. Jest drobna, skromna i choć ma kłopoty ze wzrokiem, bardzo żywotna. – Było nas w domu ja, trzy siostry i najmłodszy brat. Ślub z Zygmuntem braliśmy 2 lutego 1935 roku w Dzierzgowie, 
w tym samym roku urodził nam się syn. Potem była wojna. I tak chodzę po tym świecie. Szkoda, że Zygmunta nie ma już 25 lat – mówi z tęsknotą.

Delegacji z gminy towarzyszyli: Sławomir Garliński, kierownik przasnyskiego KRUS-u i Tadeusz Wiśniewski – kierownik KRUS-u ostrołęckiego. Składając kwiaty oraz życzenia „dwustu lat” poinformowali jubilatkę o stałym dodatku do emerytury. A potem był szampan i tort urodzinowy, który dzieliła Barbara Krysiak – zastępczyni krzynowłodzkiego wójta. Najmłodszy uczestnik urodzin – 6-miesięczny Wojtuś dzielnie znosił najazd gości.

Petronela Omiecińska 30 stycznia obchodziła już 105. urodziny. Seniorka pomimo swojego wieku nadal porusza się o własnych siłach i czyta… bez okularów. Podczas kolejnych urodzin nie zabrakło tortu i życzeń. Najczęściej najbliżsi życzyli jej 200 lat życia.

– To wola boża. Modlę się za dzieci i ich zdrowie, ale jak się okazuje pan Bóg również mnie obdarza dużą ilością sił. 105 lat, jakie przeżyłam, minęło bardzo szybko – powiedziała Petronela Omiecińska.

Jubilatka urodziła się w 1910 roku w Warszawie jako czwarte dziecko Ewy i Stanisława Szpojankowskich. W swoim życiu przeżyła dwie wojny światowe, okres komunizmu i ostatnie 25 lat wolnej Polski. Opowiadając, nie chciała wracać pamięcią do czasu I oraz II wojny światowej, które były dla niej szczególnie bolesne. Wspomina jedynie o wielkiej biedzie, z jaką musiała zmagać się jej rodzina i sytuacji, kiedy razem z mamą chodziła pomiędzy żołnierzami i prosiła ich o kawałek chleba. Pani Petronela miała pięcioro rodzeństwa. Dwójka z nich zmarła w bardzo młodym wieku. Niedługo potem, bo w 1917 roku zmarła jej mama. Reszta rodziny przeprowadziła się do Gołot koło Ciechanowa, gdzie pracowała na roli.

Nie spodziewała się, że będzie tak długo żyła. Pogodna, spokojna, cieszy się dobrą pamięcią i wzrokiem, bez okularów czyta książki i ogląda telewizję. Pani Petronela Omiecińska z Ciechanowa 30 stycznia skończyła 106 lat. Jest najstarszą mieszkanką naszego regionu.

Urodziła się 30 stycznia 1910 r. w Warszawie jako czwarte dziecko Stanisława Szpojankowskiego i Ewy z Ostaszewskich. Jej ojciec pochodził z Nużewa (par. Ciechanów), matka, urodzona w Sarnowej Górze (par. Sońsk), mieszkała z rodzicami w Nużewie i tu małżonkowie się poznali. Ich ślub odbył się 18 lutego 1906 r. w ciechanowskim kościele, w tym samym roku urodził się ich pierworodny Kazimierz. Małżonkowie „za chlebem” przeprowadzili się do Warszawy, gdzie urodziły się kolejne dzieci, w tym Petronela i jej o dwa lata młodsza siostra Feliksa.

 

Mieszkanka Bogucina – Pani Anna Kierończyk obchodziła we wtorek 100 urodziny. Jubilatkę odwiedzili przedstawiciele władz gminy. W imieniu społeczności Miasta i Gminy Swarzędz życzenia oraz gratulacje złożyła burmistrz Swarzędza Anna Tomicka.
Fot. Anna Świergiel

W imieniu premiera list gratulacyjny przekazała kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Ewa Tomaszewska-Kusz.

Wzruszona Pani Anna serdecznie dziękowała gościom ze życzenia. Jubilatkę bardzo ucieszyły prezenty: kosz z setką pięknych róż i kosz wypełniony słodyczami.

Pytana o to jak doczekać tak wspaniałej rocznicy urodzin, Pani Anna odpowiedziała, że najważniejszy jest wewnętrzny spokój.

10 października miałaby 108 lat – historia Siostry Dominiki

Pochodziła z rodziny wielodzietnej. Ojciec był handlowcem. Matka zajmowała się wychowaniem dzieci. Pełne wykształcenie otrzymała w rodzinnym mieście – Warszawie.

Najpierw ukończyła Publiczną szkołę Powszechną 7-mio klasową, następnie Miejską Szkołę Rękodzielniczą, a później trzy-letnie Państwowe Seminarium Nauczycieli Rzemiosł, zakończone Dyplomem Mistrzowskim Izby Rzemieślniczej w Kielcach, oraz drugim dyplomem na Nauczyciela  Szkół Zawodowych z zakresu krawiectwa, materiałoznawstwa, nauki o ubiorach i organizacji przedsiębiorstw. Zrobiła jeszcze parę kursów zaraz po szkole lub w czasie pracy zawodowej, np. kurs pracy społeczno-oświatowej, kurs instruktorki organu Przysposobienia Kobiet do Obrony Kraju oraz Akademię  Koła Polskiej Macierzy Szkolnej.  Okres zdobywania wiedzy był dla niej czasem pełni szczęścia – kochała się uczyć. Wiedza zdobyta w szkole i na kursach była jej radością do końca życia. Wyuczone wtedy wiersze, a nawet całe poematy potrafiła w późnej starości recytować bezbłędnie. Jeszcze parę lat temu wyrecytowała połowę Pana Tadeusza i pewnie posunęłaby się dalej, gdyby słuchaczom się nie spieszyło… Wyrobiona wtedy pamięć wystarczyła do końca życia. Drugą pasją po nauce był dla niej sport: łyżwiarstwo, strzelectwo, a nade wszystko wędrówki po górach. Nic więc dziwnego, że w przyszłości ze swymi uczennicami przemierzała okoliczne góry  i kilka razy zaliczyła Giewont, a nawet i w starości tak ją góry wciągały, że w późnym wieku (koło 90 lat) weszła na Turbacz.

Mając 21 lat podjęła pracę zawodową, by finansowo wspomóc rodzinę. Chciała przede wszystkim opłacić szkołę  swojej młodszej siostrze. A pracowała w różnych szkołach: w Szkole Przemysłowo-Handlowej, Gimnazjum i Żeńskiej Szkole Zawodowej u Sióstr Zmartwychwstanek w Częstochowie. (Ówczesna reforma szkolnictwa sprawiła, że zmieniały się profile szkół). Równocześnie pracowała w Akcji Katolickiej Młodzieży Żeńskiej i Sodalicji Mariańskiej na Jasnej Górze. W 1941 r. wróciła do Warszawy, „żeby pobyć z rodziną” i pracowała kolejno w Prywatnej Szkole Krawieckiej, Miejskiej Szkole Zawodowej Żeńskiej oraz w Wawrze jako kierowniczka Obowiązkowej Szkoły Zawodowej. Równocześnie brała udział w tajnym nauczaniu, za co została odznaczona Medalem Komisji Edukacji Narodowej.

Do Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia NMP  wstąpiła w 1944 r. bo – jak mówiła  znalazła tu wszystko, co najbardziej ceniła:

            – życie głęboko religijne ustawione przez Matkę Marcelinę

            – wielki patriotyzm

            – pracę nauczycielską, którą bardzo kochała.

W klasztorze kończyła Instytut Wyższej Kultury Religijnej na KUL-u w Lublinie. Pracowała jako wychowawczyni, nauczycielka, dyrektorka w nowosądeckiej szkole gastronomicznej. Miała mocną rękę, ale matczyne serce i ambicje ciągłego podnoszenia poziomu szkoły.  Wychowała sobie niemały zastęp dziewcząt, z którymi do końca życia miała kontakty czy to przez zjazdy wychowanek, czy też przez indywidualne odwiedziny w klasztorze. Pisała wiele listów i otrzymywała ich niemało. Każdy list był nie tylko odpisany ale i omodlony, bo też listy do niej zawierały radości i smutki, problemy i prośby o radę.       

Mając 90 lat na Sympozjum Trzeciego  Wieku  w Krakowie, zorganizowanym przez Zmartwychwstańców, złożyła świadectwo, rozpoczynając od wypowiedzi o starości O. Karola van Oost OSB: „Wprowadziła się do mnie, nie prosząc o pozwolenie. Wiedziałem, że pewnego dnia zapuka do moich drzwi – lecz nie zapukała –weszła, o nic nie pytając, i została panią domu. Muszę się teraz z nią liczyć i okazywać jej względy”. I mówiła s. Dominika: „gdy chodzi o mnie, ja nie zauważyłam, kiedy weszła w moje życie. Wsunęła się niepostrzeżenie, przyczaiła się i na razie nie stawia większych wymagań.Jestem Panu Bogu wdzięczna za tę przedziwną delikatną, dobroć, że pozwala mi dotąd pracować, obdarza sprawnością, daje poczucie radości, nie śmiem powiedzieć – młodości”.

Uroczyste obchody 100. rocznicy  w październiku 2010r.  zgromadziły wiele dawnych wychowanek i gości z różnych stron Polski. Przybył też Prezydent miasta  Nowego Sącza ze świtą i całą obstawą dziennikarską, a ona wtedy powiedziała zupełnie na serio: „Nie róbcie ze mnie staruszki”, do dziennikarzy zwróciła się: „Życzę wam bardzo ciekawej pracy oraz pięknych i prawdziwych sprawozdań”.

Odtąd co roku takie zgrupowania się powtarzały. Na ostatnim – 107.rocznicy przyznała:  „postarzałam się o parę lat. Teraz już możecie ze mnie robić staruszkę, choć nie czuję się nią. Nie wiem, kiedy będzie „przesiedlenie”. Wszystko zależy od Pana Boga”.

 Nikt nie przypuszczał, że nastąpi za pół roku i trochę. Stało się to – jak przystało na wielką patriotkę w roku 100. rocznicy odzyskania Niepodległości. Ona, która  pielęgnowała całe życie dwa umiłowania: pracy nauczycielskiej i Ojczyzny i która przeżywszy dwie wojny światowe „nosiła rany tej Ojczyzny” , modliła się za nią codziennie… ona, która mając  8 lat cieszyła się  wraz z rodzicami i rodzeństwem z odzyskanej wolności – doczekała się „przesiedlenia” właśnie w 100-lecie Niepodległości.

Niedziela Zesłania Ducha Świętego była tym dniem „przesiedlenia” !

W czwartek 24 maja rodzina, przyjaciele, wielka rzesza dawnych wychowanek, obecnych uczennic sadeckich i mieszkańcy Nowego Sącza, przedstawiciele władz miejskich… kapłani i oczywiście siostry   odprowadzili Siostrę Dominikę na miejsce wiecznego spoczynku. 

Rozpisały się gazety: Sądeczanin, MIASTO NS, Gazeta Krakowska, KAI, Gość Niedzielny, Nasz Dziennik, Wiadomości Tarnowskie …. Wszystkie nagłówki sprowadziły się do tego samego: Zmarła Siostra Dominika – miała 107 lat. Jeszcze więcej informacji dostarczył internet – stąd nie tylko w kraj dowiedział się o jej „przesiedleniu”, ale i  zagranica.

 

Jadwiga Stelmaszewska

W piątek, tj. 17 października  Burmistrz Dąbrowski i Wiceburmistrz Rusiecki odwiedzili Panią Jadwigę Stelmaszewską. Mieszkanka naszej Gminy świętowała 104. urodziny.

Pani Jadwiga Stelmaszewska (z domu Szewczyk) urodziła się 18 października 1910 roku w Dąbrowie. Wraz z mężem Janem wychowała córkę Annę. Jubilatka ma 2 wnuczki, wnuka i 6 prawnuków. Bije od niej ciepłem i radosnym humorem, a urody i czaru osobistego można jej tylko pozazdrościć. Od zawsze rodzina była dla niej najważniejsza – poświęcała sporo czasu niepełnosprawnej córce, wspierała wnuki, nie zapomina także o swoich prawnukach. Jeszcze raz składamy naszej Jubilatce najserdeczniejsze życzenia!

W tej szczególnej chwili z najlepszymi życzeniami wszelkiej pomyślności i kolejnych lat życia w zdrowiu i szczęściu przybyli do Jubilatki Burmistrz Łomianek, Tomasz Dąbrowski i Zastępca Burmistrza, Piotr Rusiecki. Władze Gminy wręczyły Pani Jadwidze bukiet pięknych, czerwonych róż oraz odczytały list gratulacyjny. 

Pani Jadwiga Stelmaszewska (z domu Szewczyk) urodziła się 18 października 1910 roku w Dąbrowie. Wraz z mężem Janem wychowała córkę Annę. Od zawsze rodzina była dla niej najważniejsza – poświęcała sporo czasu niepełnosprawnej córce, wspierała wnuki, nie zapomina także o swoich prawnukach. Jeszcze raz składamy naszej Jubilatce najserdeczniejsze życzenia! W tej szczególnej chwili z najlepszymi życzeniami wszelkiej pomyślności i kolejnych lat życia w zdrowiu i szczęściu przybył do Jubilatki Burmistrz Łomianek, Tomasz Dąbrowski. Burmistrz wręczył Pani Jadwidze bukiet pięknych kwiatów, po czym przeprowadził miłą rozmowę przy kawie i pysznym cieście.

 

Waleria Purta, 108

Kieliszek koniaku na poprawę krążenia, duża dawka optymizmu i ani jednego kredytu na głowie – to najlepszy sposób na to, żeby szczęśliwie dożyć stu lat. Złote rady przekazała nam pani Waleria Purta, która szczęśliwie doczekała swoich setnych urodzin.
REKLAMA

– Czuję się dobrze, niczym się nie przejmuję i chyba dzięki temu, że całe życie patrzyłam w przyszłość z optymizmem, udało mi się dożyć tak wspaniałego wieku – mówi nam solenizantka, która swoje urodziny świętowała w towarzystwie najbliższej rodziny, znajomych, a nawet władz miasta. Na tym jednak nie koniec, bo najcenniejsze życzenia urodzinowe pani Waleria otrzymała od samego premiera Donalda Tuska.

– To była ogromna niespodzianka, kiedy kurier zapukał do drzwi z kopertą nadaną przez premiera. Życzenia z bonusem dostałam także od władz ZUS-u. Śmiałam się z rodziną, że dopiero kiedy dożyłam setki, zechcieli dać mi podwyżkę emerytury. Teraz to dopiero chce się żyć, jak najdłużej, jeśli co miesiąc przybędzie trochę grosza – mówi nam stulatka.

Zacna solenizantka od 47 lat mieszka w Jastrzębiu, ale pochodzi z małej miejscowości nad Biebrzą, a wychowała się w Gołdapi. W sumie w swoim życiu doczekała się dwóch synów, czterech wnuków, dziewięciu prawnuków i jednego praprawnuka.

Wszystkich doskonale pamięta. Bez trudu potrafi nawet wymienić, czym się zajmują i co studiują. – Jeden z moich prawnuków studiuje informatykę w Gliwicach. Jest bardzo mądry, bo komputery nie mają dla niego tajemnic. Ja nigdy nie miałam komputera, ani komórki i jakoś potrafię bez tego żyć. Tak jak bez kredytów. To pewnie dziwi młodych ludzi, bo teraz kredyt i komputer mają prawie wszyscy – żartuje pani Waleria, która przez całe życie nie pożyczyła od nikogo ani złotówki.
Dzięki temu nie musiała się denerwować, że jest komuś coś winna. Według niej, lepiej jest sobie czegoś odmówić niż kupować za pożyczone. To jednak nie jedyna rada na spokojne i długie życie. Najważniejszy jest też szacunek dla każdego człowieka. – Całe życie unikałam konfliktów i z nikim się nie kłóciłam. Po prostu jestem taką osobą – mówi nam Waleria Purta.

Teraz solenizantka spędza dzień głównie na czytaniu książek. – Mam swoje ulubione. Na przykład „Ben Hur” opowiadającą o pewnym rzymianinie, który spotkał Jezusa. Przeczytałam też wszystkie książki Henryka Sienkiewicza, Elizy Orzeszkowej i Marii Dąbrowskiej – wylicza stulatka.

Właśnie dlatego, że bardzo lubi czytać, od proboszcza swojej parafii dostała w prezencie urodzinowym album o krzyżach i biografię błogosławionej Matki Teresy z Kalkuty. Mimo sędziwego wieku pani Waleria cieszy się dobrym zdrowiem. Dopisuje jej apetyt i co najważniejsze, humor.

 

We wtorek,18 października Burmistrz Dąbrowski odwiedził Panią Jadwigę Stelmaszewską. Mieszkanka naszej gminy świętowała 106. urodziny.
W tej szczególnej chwili z najlepszymi życzeniami wszelkiej pomyślności i kolejnych lat życia w zdrowiu i szczęściu przybył do Jubilatki Burmistrz Łomianek, Tomasz Dąbrowski. Burmistrz wręczył Pani Jadwidze bukiet pięknych kwiatów, po czym przeprowadził miłą rozmowę przy kawie i pysznym cieście.

[obrazek]

Pani Jadwiga Stelmaszewska (z domu Szewczyk) urodziła się 18 października 1910 roku w Dąbrowie. Wraz z mężem Janem wychowała córkę Annę. Od zawsze rodzina była dla niej najważniejsza – poświęcała sporo czasu niepełnosprawnej córce, wspierała wnuki, nie zapomina także o swoich prawnukach. Jeszcze raz składamy naszej Jubilatce najserdeczniejsze życzenia!

W piątek, tj. 17 października  Burmistrz Dąbrowski i Wiceburmistrz Rusiecki odwiedzili Panią Jadwigę Stelmaszewską. Mieszkanka naszej Gminy świętowała 104. urodziny.

[obrazek]

W tej szczególnej chwili z najlepszymi życzeniami wszelkiej pomyślności i kolejnych lat życia w zdrowiu i szczęściu przybyli do Jubilatki Burmistrz Łomianek, Tomasz Dąbrowski i Zastępca Burmistrza, Piotr Rusiecki. Władze Gminy wręczyły Pani Jadwidze bukiet pięknych, czerwonych róż oraz odczytały list gratulacyjny.

[obrazek]

Pani Jadwiga Stelmaszewska (z domu Szewczyk) urodziła się 18 października 1910 roku w Dąbrowie. Wraz z mężem Janem wychowała córkę Annę. Jubilatka ma 2 wnuczki, wnuka i 6 prawnuków. Bije od niej ciepłem i radosnym humorem, a urody i czaru osobistego można jej tylko pozazdrościć. Od zawsze rodzina była dla niej najważniejsza – poświęcała sporo czasu niepełnosprawnej córce, wspierała wnuki, nie zapomina także o swoich prawnukach. Jeszcze raz składamy naszej Jubilatce najserdeczniejsze życzenia!

[obrazek]

Sto lat to za mało!- Pani Kazimiera, pierwsza we Włocławku obchodziła setne urodziny

JOANNA LEWANDOWSKA

Recepta na długowieczność? Pani Kazimiera Koralewska nie ma najmniejszych wątpliwości, że jest nią duża dawka spokoju.

– Najważniejsze to unikać stresu, nerwów – przekonuje jubilatka. Jak? O choćby nie robiąc nic na siłę, nie próbując za wszelką cenę zmieniać biegu wydarzeń. Takie podejście pozwoliło pani Kazimierze przeżyć okupację, przedwczesną śmierć męża, samotnie wychować trzy córki i nie załamać się po starcie jednej z nich. To nie łatwe. Ale choć, jak twierdzi jedna z najstarszych włocławianek, jej życie nie było usłane różami, nie zmieniłaby w nim niczego. – Była i jestem szczęśliwa – mówi. Mam za co dziękować Bogu. Dostałam już wszystko, czego mi potrzeba.
Pani Kazimiera zawsze dużo pracowała. Choć nie była aktywna zawodowo, wiele trudu wkładała w swoje codzienne, domowe obowiązki. – Mama wstawała już o piątej rano, niemal każdy dzień zaczynała od pracy w ogrodzie – wspomina Maria Kaźmierska, jedna z córek jubilatki. – Bardzo lubiła szyć.
Jeszcze dziś pani Kazimiera rwie się do ręcznych robótek. Doskonałego wzroku, którego jeszcze nie musi wspomagać okularami można jej tylko pozazdrościć. – Tak, jak dobrej pamięci, wciąż nie możemy się nadziwić, że mama ma taką głowę – mówi Zofia Krzyżanowska, druga córka.
– Nigdy nie chorowałam, zawsze jadłam wszystko, nie stosowałam jakiejś specjalnej diety – wylicza jubilatka. – Nadal czuje się bardzo dobrze i mam nadzieję, że tak będzie jeszcze wiele lat…
Tego jej i wszystkim stulatkom gorąco życzymy
W tym roku sto lat skończy 17 włocławian. Najstarsza mieszkająca we Włocławku kobieta ma już 105 lat.

Na tej stronie internetowej w celu zapewnienia wysokiej jakości obsługi stosowane są pliki cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza, że zgadzasz się na stosowanie przez nas plików cookies - pliki cookies będą zapisane w pamięci urządzenia. Szczegółowe informacje w Polityce dot. Cookies.