Galeria Najstarszych Polaków ur. w 1913

***************************************************************************************************************************

Anna Sabela, 107

() Cieszyn, Śląskie

Piękny i wyjątkowy jubileusz obchodziła niedawno rodowita cieszynianka Anna Sabela – pani Anna 27 stycznia świętowała swoje 100 urodziny. Dzień później szacownej jubilatce wizytę złożyli Zastępca Burmistrza Adam Swakoń oraz zastępczyni kierownika Inspektoratu ZUS w Cieszynie, Dorota Leszczyńska.

Pani Anna cieszy się bardzo dobrym zdrowiem i doskonale radzi sobie z pracami domowymi. Dziarska stulatka od wielu lat bowiem zajmuje się prowadzeniem gospodarstwa domowego. Wychowała syna i doczekała się trzech prawnuków. Z chęcią dzieli się swoimi wspomnieniami na temat Cieszyna z lat jej młodości. Czasy te wspomina bardzo ciepło. Zapytana o to, jaka jest jej recepta na długie życie, ze śmiechem odpowiada: „Mało jeść!”.

Pani Annie życzymy przeżycia w zdrowiu wielu wspaniałych chwil spędzonych w rodzinnym gronie!

Tekst i foto: BZ

27 stycznia swoje 106 urodziny świętowała rodowita cieszynianka Anna Sabela. Z okazji tego wyjątkowego jubileuszu Pani Annie wizytę złożyła Burmistrz Miasta Cieszyna Gabriela Staszkiewicz.

Z okazji tak pięknego jubileuszu wizytę z życzeniami złożyła szacownej Jubilatce Burmistrz Miasta Cieszyna Gabriela Staszkiewicz. Wyjątkowy jubileusz nie mógł obyć się bez tortu i ciepłych życzeń. Pani Anna to wyjątkowa osoba. – Jej motto to przyjmowanie z wdzięcznością i pokorą wszystkiego, co spotyka człowieka, ze zrozumieniem, że to dar Boga. Pomimo ciężkich przeżyć i doświadczeń dwóch wojen światowych zachowała pogodę ducha, która sprawia, że przebywanie z nią to wielka przyjemność. Docenia ona każdy dzień i cieszy się jego małymi sprawami podkreślając: „Bogu dzięki, że nie ma wojny!”. – fragment tekstu „Najpiękniejsze życzenia dla Pani Anny” UM Cieszyn.

Kochająca i oddana najbliższym, skromna, wrażliwa na drugiego człowieka i przyrodę, niezwykle gospodarna i pracowita, pogodna pomimo trudnych doświadczeń… Najbliżsi Anny Sabeli, najstarszej mieszkanki Cieszyna, z ogromną czułością wyrażają się o swojej babci. Każdy dzień, który mogą spędzać w towarzystwie 107-latki jest dla nich prawdziwym zaszczytem i darem. Jakie było życie jubilatki i w czym tkwi sekret jej długowieczności?

107-letnia Anna Sabela jest mieszkanką Domu Opieki „Kana” w Cieszynie, w którym bardzo często odwiedza ją rodzina. Choć ostatni rok był dla niej trudny, pokazał jej niesamowitą siłę, chęć życia, cierpliwość oraz pokorę w walce z chorobą. Jak często śpiewa, „Z Bogiem, z Bogiem, każda sprawa”, tak i robi, powierzając niebiosom każdy dzień swojego życia. A uzbierało się ich już ponad 39 tysięcy!

Anna Sabela z domu Prus urodziła się 27 stycznia 1913 roku w Cieszynie. Była przedostatnim dzieckiem w wielodzietnej rodzinie. Miała dwie starsze siostry i trzech braci. Wiedzę zdobywała w Szkole Ludowej i Wydziałowej dla chłopców i dziewcząt. Rodzinne szczęście zostało przerwane, gdy mała Ania miała siedem lat i zmarła jej mama, a dzieci na kilka miesięcy trafiły do domu dla sierot. Po powtórnym ożenku ojca, wróciła do domu.

Zawsze ciężko pracowała. Po szkole opiekowała się małymi dziećmi z bogatszych rodzin, przygotowywała posiłki dla całej rodziny. I zawsze śpiewała. Właśnie przez muzykę poznała swojego męża. Pochodzący z Ligotki Kameralnej Karol Sabela, z zawodu księgowy, był bowiem dyrygentem chóru działającego przy Robotniczym Stowarzyszeniu Kulturalno-Oświatowym „Siła”, w którego szeregi pani Anna wstąpiła jako młoda kobieta.

ślubne Anny Sabeli z mężem Karolem. Fot. Z archiwum rodzinnego

– Babcia całe życie poświęciła rodzinie, tej najbliższej i dalszej, samotnemu rodzeństwu. Czas II wojny światowej, gdy Niemcy zabrali męża na przymusowe roboty, spędziła w Ligotce przy jego rodzinie wraz z jedynym synem Bronisławem. Do dziś darzy to miejscem wielkim sentymentem. Cieszyn zaś jest dla niej jak mała ojczyzna. Nie lubi go opuszczać – opowiada Katarzyna Jarzyna. Anna Sabela w ciągu swojego życia straciła niejedno mieszkanie i niejednokrotnie cały dorobek… Ich odbudowywanie wiązało się z systematyczną i ciężką pracą. – Niezwykle gospodarna, zapobiegliwa, pomocna, posiadająca „złote ręce” babcia nauczyła nas, wnuczki, wiele. Od prac typowo kobiecych, ręcznych: szycia na maszynie, szydełkowania, robienia na drutach, gotowania, po prace w ogródku. Budziła nas zawsze śpiewem różnych pieśni – od religijnych, poprzez ludowe, do patriotycznych. I do dziś śpiewa trzecie zwrotki wielu pieśni nauczonych w młodych latach! Nauczyła nas radzić sobie w życiu. Jej motto to przyjmowanie wszystkiego, co spotyka człowieka z wdzięcznością i pokorą, ze zrozumieniem, że to dar Boga. Pomimo ciężkich doświadczeń dwóch wojen światowych, zachowała pogodę ducha, która sprawia, że przebywanie z nią to wielka przyjemność. A dziś podkreśla: „Bogu dzięki, że nie ma wojny!” – dodaje Katarzyna Jarzyna.

Z pewnością można powiedzieć, że życie Anny Sabeli było i jest nadal zgodne z naturą. I być może to jest właśnie sekretem jej długowieczności, gdyż jubilatka jak ognia unikała medykamentów chemicznych, ratując się tylko ziołowymi i naturalnymi specyfikami…

***************************************************************************************************************************

Hubert Meller, 106

(28.08.1913 – 01.02.2020) Warszawa, Mazowieckie

Polski dyplomata. Urodził się 28.08.1913 w Rzeszowie (ówczesne Austro-Węgry). Syn Stanisława, brat Adama oraz stryjeczny dziadek dziennikarza Marcina Mellera. Na przełomie 1946/1947 pełnił stanowisko radcy prasowego w Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie. Dwukrotnie uhonorowany Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (1951, 1954). W latach późniejszych, był mieszkańcem dzielnicy Śródmieście m. st. Warszawa. Jego bratanek, Stefan Meller (1942-2008), był ministrem spraw zagranicznych. Był dziadkiem stryjecznym znanego dziennikarza Marcina Mellera.

 

Hubert Meller w wieku 105 lat. (fot. http://www.srodmiescie.warszawa.pl/)

Hubert Meller i Krzysztof Czubaszek Burmistrz Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy (105. urodziny) (fot. http://www.srodmiescie.warszawa.pl/)

Andrzej Baran

Dnia 4 października 2013 r. Pan Andrzej Baran obchodził 100 urodziny. Z tej okazji Zastępca Burmistrza Biecza Janusz Gubernat oraz Zastępca Kierownika USC  Jadwiga Kloc w imieniu własnym oraz Burmistrza Biecza Urszuli Niemiec  złożyli  Dostojnemu Jubilatowi życzenia i serdeczne gratulacje. Przekazali  również listy gratulacyjne od Premiera Rzeczpospolitej Polskiej   Donalda Tuska  oraz Wojewody Małopolskiego Jerzego Millera.
Jubilat od 1941 r. mieszka  w Bieczu. Pracował w klasztorze Ojców Franciszkanów, w kopalni „Piast” w Nowej Rudzie oraz w tartaku w Bieczu jako pracownik fizyczny. Pomimo wielu trudności życiowych cieszy się dobrym zdrowiem, posiada dużo energii i pogody ducha. Pan Andrzej dochował się dwóch synów i jednej córki,  doczekał się 11 wnuków i 22 prawnuków.
Jeszcze raz serdecznie gratulujemy  i życzymy zdrowia, pomyślności i wszystkiego najlepszego na kolejne lata.
 
Jadwiga Kloc
Łucja Szyperska (z domu Pituła) urodziła się 1 października 1913 r. w Dobieszewie w rodzinie rolników. W poniedziałek obchodziła swoje 105. urodziny. Tego dnia nie brakowało kwiatów i gratulacji.

Pani Łucja w Dobieszewie żyła aż do wybuchu II wojny światowej, którą spędziła w Gromadnie pracując jako krawcowa u Niemców. Po wojnie wróciła do Dobieszewa, a w 1946 roku wzięła ślub w Łankowicach. Już rok po ślubie urodziła bliźniaki, które niestety zmarły. Nieco później urodził się jej syn – Eugeniusz. Po wyjściu za mąż pani Łucja przez ponad 60 lat mieszkała w Bydgoszczy. Swoje zawodowe życie związała z krawiectwem. W rodzinne strony wróciła w 2011 roku. Od tego czasu  mieszka wraz z synem Eugeniuszem i synową w Miastowicach. Mimo wielu lat cieszy się jeszcze zdrowiem i pogodą ducha.

W dniu urodzin jubilatkę odwiedził burmistrz Kcyni Marek Szaruga oraz kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Beata Pietruszewska. – Życzę pani dużo zdrowia i siły ducha, uśmiechu na co dzień i wytrwałości. I do zobaczenia za rok, na 106. urodzinach – powiedział włodarz. Najstarsza mieszkanka gminy otrzymała kwiaty, okolicznościowy adres oraz skromne upominki.

Katarzyna Krzyżanowska

Wyjątkowy jubileusz w naszej inicjatywie „200 lat” obchodziliśmy 24 października. Pani Katarzyna Krzyżanowska, na co dzień mieszkanka Domu Pomocy Społecznej Polskiego Związku Niewidomych przy ulicy Paukszty w Olsztynie ma już 106 lat i na pewno jest jedną z najstarszych Polek. Uroczyste przyjęcie obyło się w restauracji „Staromiejska”. 200 lat! – życzyła pani Krzyżanowskiej rodzina, pracownicy domu na Paukszty, którego mieszkanką pani Katarzyna jest od 2013 roku, oraz pracownicy FOSy, gdzie powstała innowacyjna inicjatywa „200 lat”. Dla jubilatki śpiewali także zagraniczni goście z Anglii, Łotwy i Portugalii, obecni w Olsztynie na podsumowaniu, finansowanego z unijnego programu Erasmus+ projektu dla osób starszych Combat Lonelines Through Learning.

W przygotowaniu święta wzięli również udział uczestnicy prowadzonego przez nas Olsztyńskiego Klubu Integracji Społecznej mieszczącego się przy ulicy Mazurskiej 13A.

 Wódki nie piłam, papierosów nie paliłam, ale ciężko pracowałam. Praca kształtuje człowieka. Jeśli pracuje tak, jak potrzeba, to coś pozostaje w człowieku – taką radę przekazała młodszym jubilatka udzielając wywiadu Radiu Olsztyn (patrz poniżej)

Przeżyła dwie wojny i komunizm. Mieszkanka Olsztyna skończyła 106 lat. Jaki jest sekret jej długowieczności?

opis

Żadnych używek – ale za to dużo pracy. Pani Katarzyna Krzyżanowska z Olsztyna skończyła 106 lat.

Uroczystość z okazji urodzin pani Katarzyny Krzyżanowskiej zorganizowali społecznicy z Federacji Organizacji Socjalnych. Jubilatka przez dużą część życia mieszkała w Chełmie Lubelskim, do Olsztyna trafiła w latach 60-tych ubiegłego wieku. Zapytana o tajemnicę długowieczności mówi, że zawsze starała się prowadzić zdrowy tryb życia i… dużo pracowała.

Wódki nie piłam, papierosów nie paliłam, ale ciężko pracowałam. Praca kształtuje człowieka. Jeśli pracuje tak, jak potrzeba, to coś pozostaje w człowieku

– przekonuje Katarzyna Krzyżanowska.

00:00 / 00:00
 

Jubilatka nie miała łatwego życia.

Życie jej nie oszczędzało. Bardzo ciężko pracowała. Jako młoda kobieta została sama z malutką córeczką, musiała zapewnić jej byt. Przeżyła dwie wojny, przeżyła komunizm. Naprawdę wykazywała się wielkim hartem ducha

– mówi pani Dorota Pszczoła, przyrodnia siostra wnuka pani Katarzyny.

00:00 / 00:00
 

Jubilatka mieszka w Domu Pomocy Społecznej przy ulicy Paukszty w Olsztynie. Jej koleżanka przekonuje, że jest bardzo serdeczną osobą.

Gdy przyszłam do DPS w 2013 roku, to pani Kasia zaopiekowała się mną. Oprowadzała mnie do całym domu, zaprowadziła do parku. Dzięki niej od razu poczułam się tam dobrze

– mówi pani Jolanta.

00:00 / 00:00
 

W Olsztynie – jak podaje Urząd Miasta – mieszka 21 osób w wieku 100 i więcej lat. Najstarszy mieszkaniec stolicy Warmii i Mazur ma 112 lat. Najstarszą mieszkanką jest kończąca właśnie 106 lat pani Katarzyna.

 

Urodziny najstarszej mieszkanki gminy. Nie brakowało kwiatów i gratulacji

fot. LZ

fot. LZ

Łucja Szyperska (z domu Pituła) urodziła się 1 października 1913 r. w Dobieszewie w rodzinie rolników. W poniedziałek obchodziła swoje 105. urodziny. Tego dnia nie brakowało kwiatów i gratulacji.

Pani Łucja w Dobieszewie żyła aż do wybuchu II wojny światowej, którą spędziła w Gromadnie pracując jako krawcowa u Niemców. Po wojnie wróciła do Dobieszewa, a w 1946 roku wzięła ślub w Łankowicach. Już rok po ślubie urodziła bliźniaki, które niestety zmarły. Nieco później urodził się jej syn – Eugeniusz. Po wyjściu za mąż pani Łucja przez ponad 60 lat mieszkała w Bydgoszczy. Swoje zawodowe życie związała z krawiectwem. W rodzinne strony wróciła w 2011 roku. Od tego czasu  mieszka wraz z synem Eugeniuszem i synową w Miastowicach. Mimo wielu lat cieszy się jeszcze zdrowiem i pogodą ducha.

W dniu urodzin jubilatkę odwiedził burmistrz Kcyni Marek Szaruga oraz kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Beata Pietruszewska. – Życzę pani dużo zdrowia i siły ducha, uśmiechu na co dzień i wytrwałości. I do zobaczenia za rok, na 106. urodzinach – powiedział włodarz. Najstarsza mieszkanka gminy otrzymała kwiaty, okolicznościowy adres oraz skromne upominki.

Helena Piotrowska, fot. Andrzej Goiński

Helena Piotrowska doczekała się czworga wnucząt, sześciorga prawnucząt i dwóch praprawnuków

 

Helena Piotrowska (z domu Głyżewska) urodziła się 18 stycznia 1913 r. w Śmielinie (w okolicach Nakła n/Notecią) w gminie Sadki. W wieku 5-ciu lat straciła ojca, który zginął w I wojnie światowej. Jeszcze jako dziewczyna, tuż po skończeniu szkoły, musiała iść do pracy w pobliskim majątku ziemskim, by wspomóc matkę w utrzymaniu gospodarstwa domowego. Później przeniosła się z mamą i drugim ojcem do wsi Dąbki, w pobliżu Wyrzyska, i z tego małżeństwa miała dwóch braci i siostrę. W 1936 r. pani Helena wyszła za mąż i w wkrótce na świat przyszedł syn Konrad. W roku 1937 rodzina przeprowadziła się do Bydgoszczy na ul. Sokolą (obecnie jest to ul. Wojska Polskiego), gdzie w 1939 r. urodził się ich kolejny syn Czesław (zmarły w 1941 r.), a w roku 1940 na świat przyszła córka Barbara. Pani Helena zawodowo nigdy nie pracowała, zajmowała się domem i wychowywaniem dzieci, a rodzinę utrzymywał mąż Łucjan. W roku 1957 zmarł jej mąż, a dzieci z czasem pozakładały własne rodziny. Pani Helena mieszkała w tamtych latach sama, w trudnych warunkach lokalowych. Musiała palić w piecach, ubikacja znajdowała się w podwórzu, woda była tylko zimna, ale pani Helena dzielnie starała się znosić te trudne warunki. Po śmierci męża przeżywała trudne chwile, zdrowie zaczęło jej dokuczać, nie była  zdolna do pracy zawodowej, ale utrzymywała się z renty rodzinnej po mężu. Z czasem wszystko wróciło do normy, a jej życie wypełniały codzienne czynności, jak zakupy w pobliskich sklepach i na targu, czy wizyty w kościele. Po latach doczekała się czworga wnucząt, sześciorga prawnucząt i już dwóch praprawnuków! Od 2008 roku pani Helena przebywa u córki Barbary i zięcia na bydgoskim Błoniu. Jej życie płynie teraz spokojnie i ogranicza się do kontaktów z rodziną oraz z osobami z jej najbliższego otoczenia. Ma swój pokoik, zdrowie jej dopisuje, jest chodząca, umysłowo sprawna, kontaktowa, oby tak jeszcze długo.

Wszelkiej pomyślności i dalszych długich lat życia w dobrym zdrowiu życzył Prezydent Miasta Nowego Sącza Ludomir Handzel obchodzącej dziś (14 marca) swoje 106. urodziny mieszkance Osiedla Poręba Mała, Stefanii Legutko. Pani Stefania jest obecnie najstarszą żyjącą sądeczanką. W uroczystym spotkaniu, które odbyło się w domu Jubilatki, wzięła udział najbliższa rodzina.

Wraz z życzeniami Prezydent Nowego Sącza przekazał pani Stefanii listy gratulacyjne od Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego oraz Wojewody Małopolskiego Piotra Ćwika, a także bukiet pięknych kwiatów i okolicznościowy prezent.

 To niesamowite, że dożyła Pani tak pięknego wieku. Życzę Pani jak najwięcej zdrowia, pogody ducha, ciepła rodzinnego i opieki ze strony najbliższych – powiedział prezydent Ludomir Handzel, wręczając dostojnej Jubilatce prezent oraz kwiaty.

Pani Stefania przyszła na świat 14 marca 1913 r. Wraz z mężem, który dożył 91 lat, miała syna i córkę. Doczekała się pięciu wnuków, jedenastu prawnuków i ośmiorga praprawnuków. Przez całe życie pracowała w gospodarstwie w Porębie Małej. Sama miała pięcioro rodzeństwa.

Podczas spotkania nie zabrakło tortu ze świeczkami, uroczystego toastu oraz serdecznych życzeń. Świeczki pomogły zdmuchnąć najmłodsze prawnuczki pani Stefanii, Zuzia i Ania. Bliscy zaśpiewali również gromkie „200 lat”.

 

Na tej stronie internetowej w celu zapewnienia wysokiej jakości obsługi stosowane są pliki cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza, że zgadzasz się na stosowanie przez nas plików cookies - pliki cookies będą zapisane w pamięci urządzenia. Szczegółowe informacje w Polityce dot. Cookies.